Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gierłoż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gierłoż. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wilcza jama cz. 8 – Koniec mitów.

Przyszła wiosna 1952 roku. Po specjalnym przeszkoleniu, do pracy na terenie Gierłoża zostaje skierowana 2 Ciężka Warszawska Brygada Saperów. Już wstępne rozpoznanie ustala, że teren jest szczególnie trudny do rozminowania. Obszar pola minowego stanowi pas o długości 10 km, który kręgiem o szerokości 150 – 180 m otacza obszar zabudowany bunkrami. W części przebiega przez bagna i mokradła. Część porośnięta jest trawą i młodym, samoistnie porosłym lasem.
            Główny ciężar spada na pluton zwiadu brygady dowodzony przez ppor. Widłaka. Ten młody oficer o dużej wiedzy fachowej zdaje sobie sprawę, że pole minowe nie jest jednolite, a składa się z wielu segmentów minowanych według różnych szyfrów. Przyjmuje prosty, lecz skuteczny sposób. Z braku jakiejkolwiek dokumentacji niemieckiej, każda wydobyta mina znaczona jest słupkiem o określonym kolorze. Po wydobyciu kilkudziesięciu min z pozornie bezładnej gmatwaniny słupków wyłania się szyfr danego pola. Wówczas saperzy mają nieco łatwiejsze zadanie.  Często jednak po paru metrach pole kończyło się, zaczynało nowe i pracę trzeba było zaczynać od początku. Dodatkowym utrudnieniem było użycie min o niemetalowych korpusach, co nie pozwalało na posługiwanie się wykrywaczem, jak i fakt, że z dziesięciu rodzajów min stosowanych w Gierłoży, tylko cztery to miny etatowe, powszechnie stosowane przez armię niemiecką. Każda z pozostałych stanowiła swoistą zagadkę.
            Całkowite rozminowanie terenu zostaje zakończone jesienią 1855 roku i jest to ostatni w kraju (poza przełęczą Dukielską) teren, gdzie na taką skalę prowadzono prace przy rozminowywaniu. Z obszaru pola minowego wydobyto około 57 tysięcy min. Ziemia wokół lasu została przekazana rolnikom, a tereny leśne Lasom Państwowym.
            Już w następnym roku zaczęły pojawiać się pierwsze wycieczki a zainteresowanie obiektem było tak duże, że w kolejnym roku odwiedziło go około 25 tysięcy osób, co spowodowało konieczność wstępnego zagospodarowania turystycznego i uczynienia z rumowisk byłego Wolfschanze obiektu turystycznego, który w szczycie zainteresowania przyjmował nawet 200 tysięcy osób rocznie.
            Kwatera, jak każdy obiekt, którego dzieje nie są do końca wyjaśnione, wytworzyła wokół siebie wiele fantastycznych hipotez. Pierwsza sprawa, to istnienie bądź nieistnienie podziemi.  Po wojnie na najmniejszy ślad istnienia części podziemnej nie natrafiono ani w czasie badania kwatery przez ekspertów wojsk inżynieryjnych, ani w czasie rozminowywania, kiedy saperzy wchodzili wszędzie, gdzie było to możliwe. Nic również o podziemiach nie wiedzieli liczni świadkowie budowy kwatery mieszkający po wojnie na terenie Polski, a było ich co najmniej 100 osób. Nie wspominają też o nich źródła niemieckie. Czy jednak były potrzebne? W przypadku nalotu istniejące bunkry były aż nadto wystarczające.
            Inna sprawa, to kwestia rzekomych skarbów i dokumentów jakie miały tu pozostać. Jednak kwatera Hitlera nie była sejfem III Rzeszy, a jeśli jakieś pojedyncze wartościowe przedmioty znajdowały się w niej, to w czasie ewakuacji był czas je zabrać wraz z dokumentacją wojskową. Ewakuacja wszak trwała ponad dwa miesiące i w żadnym razie nie była „pospieszna”.
Niewątpliwie fakt braku historycznych badań jak i sprzeczności w niemieckich relacjach pozostawiają szeroki margines do snucia fantastycznych teorii, jednak żadna z nich do dnia dzisiejszego nie znalazła potwierdzenia.
Koniec

Andrzej Małecki i Radosław Małecki

Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

Wilcza jama cz. 7 - Próba przewrotu.

Trzy godziny lotu wyłączyły całkowicie pułkownika Stauffenberga z czynnej działalności. Natychmiast po wylądowaniu w Berlinie udaje się do budynku sztabu generalnego na Bendlerstrasse, gdzie ze zdziwieniem stwierdza, że praktycznie nie podjęto jeszcze żadnych kroków. Nie opanowano środków masowego przekazu, co uniemożliwiało nadanie proklamacji nowego rządu. Nie zniszczono w Gierłoży węzła łączności, co odcięłoby kwaterę od kontaktu z całym krajem i uniemożliwiło kierowanie kontrakcją. Nie wydano w odpowiednim czasie rozkazu „Walkiria”, co pozbawiło spiskowców realnej siły wojskowej. Podjęte pod naciskiem Stauffenberga kroki nie mogły już niczego uratować. Jedyna siła – to batalion mjr Remera po próbie aresztowanie Goebelsa, kiedy umożliwiono majorowi rozmowę z Hitlerem, pierwszy przystąpił do likwidacji spisku. Wkrótce do kontrataku ruszył Himmler.
            Generał Fromm, dowódca wojsk zapasowych, w którego sztabie wykluł się spisek, na pospiesznie zwołanym sądzie polowym skazał na śmierć Stauffenberga i kilku jego najbliższych towarzyszy i w tym samym dniu wieczorem na dziedzińcu ministerstwa wojny, w świetle reflektorów samochodowych zostają rozstrzelani. Ta pospieszna egzekucja obciąży później Fromma.
            Wielu spośród czołowych spiskowców odbierze sobie życie. Wielu zostanie zesłanych do obozów koncentracyjnych lub skrytobójczo zamordowanych. Część, z feldmarszałkiem Erwinem von Witzlebenem na czele stanie przed parodią sądu – „trybunałem ludowym”.
            „Garstka głupich i nikczemnych oficerów postanowiła mnie zabić. Rozprawimy się z nimi tak, jak winni to czynić narodowi socjaliści” – powiedział Hitler.
            Ludziom tym zgotowano kaźń w jednej z podberlińskich rzeźni, gdzie wieszano ich na hakach rzeźniczych. Nie oszczędzano również rodzin spiskowców. Ogółem stracono około 5 tysięcy osób. Proces i egzekucje filmowano i film ten pokazywano kilkukrotnie grupie wyższych oficerów. Jednak reakcje widzów były tak spontanicznie negatywne, że zaniechano jego wyświetlania.
            Po zamachu jeszcze jedynie 4 miesiące kwatera w Gierłoży pełniła swoją funkcję. 20 listopada 1944 Hitler decyduje się na opuszczenie Wolschanze. Spowodowane jest to faktem, że 22 października wojska radzieckie po przełamaniu wschodniopruskiej pozycji obronnej zajęły Gołdap i znalazły się około 70 km od Gierłoża. Po opuszczeniu kwatery przez Hitlera przyjęła ona sztab 4 armii gen. Hossbacha, aż w końcu pozostała tu jedynie grupa saperów przygotowująca obiekt do wysadzenia.
W dniu 24 stycznia 1945 potężne eksplozje wstrząsnęły gierłoskim lasem. Wielometrowe betonowe kolosy kruszyły się na kawałki, łamały dorodne świerki, dęby i sosny. W okolicznych wsiach dzwoniły szyby. Wolfschanze przestała istnieć. Obiekt, w którym przez przeszło trzy lata zbiegały się nici hitlerowskiej machiny wojennej stał się jednym wielkim rumowiskiem.
27 stycznia 1945 roku wkroczyły tu wojska 31 Armii radzieckiej. Pierwsze prace przy rozminowywaniu kwatery podjęli właśnie saperzy radzieccy. Rozminowano głównie arterie komunikacyjne, lecz pierścień pola minowego otaczającego las pozostał nietknięty. Już wówczas stwierdzono, że obiekt będzie wyjątkowo trudny do rozminowania. Pierwszoplanowym zadaniem dla wojsk inżynieryjnych było zabezpieczenie robotników odbudowujących miasta, zakłady przemysłowe, porty itp. Las musiał poczekać. W latach 1947 – 1948 teren wizytowali eksperci wojsk saperskich w celu ustalenia ewentualnego istnienia części podziemnej. Prace te dały wynik negatywny. Dokonano także wstępnego rozeznania pól minowych, trafiając na znaczne trudności terenowe i techniczne.
Dopiero rok 1952 miał przynieść „szturm” saperski na byłą twierdzę hitlerowską. (c.d.n.)

Andrzej Małecki i Radosław Małecki

Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

Wilcza jama cz. 6 – Zamach.

W pogodny ranek 20 lipca 1944 roku płk. Hrabia Claus Schenk von Stauffenberg przybył w towarzystwie swego adiutanta Wernera von Haften na lotnisko Randorf koło Berlina. Spotkał się tu z gen. mjr.  Helmuthem Stieffem, który wręczył mu dużą teczkę. Tym razem zamiast dokumentów znajdował się w niej potężny ładunek wybuchowy z chemicznym zapalnikiem przeznaczony dla wodza II Rzeszy Adolfa Hitlera.
Płk Stauffenberg pełniący obowiązki szefa sztabu wojsk zapasowych w imieniu ich dowódcy gen. Fromma ma referować przebieg formowania nowych jednostek oraz plan ich przerzutu na front wschodni. Stauffenberg i Haften są jedynymi pasażerami łącznikowego Heinkla lecącego w kierunku Prus Wschodnich do głównej kwatery Fuhrera. Mimo to nie rozmawiają ze sobą.
            W tym samym kierunku podąża również pociąg specjalny, przed którym otwierają się wszystkie semafory. W salonce przechadza się z założonymi rękami, z kamienną twarzą Duce, udający się do kwatery Hitlera w celu omówienia sytuacji zaistniałej na froncie włoskim.
O godzinie 10.15 samolot Stauffenberga wylądował na lotnisku kwatery, skąd samochodem zostanie przewieziony wraz z adiutantem do jej centrum. Wszystkie posterunki kontrolne otwierają bramy przed jednorękim, znającym hasło pułkownikiem.
Już wewnątrz kwatery dowiaduje się, że narada odbędzie się w baraku, zamiast w sali narad znajdującej się w schronie Hitlera i że odbędzie się o 12.30, to jest o pół godziny wcześniej niż zwykle, gdyż o 15.00 spodziewany jest przyjazd Mussoliniego.
W hallu przed salą konferencyjną, Stauffenberg spotyka feldmarszałka Keitla, który wprowadza go na salę. Pod pretekstem zapomnienia pasa, Stauffenberg wraca do hallu, gdzie uruchamia zapalnik bomby nastawiony na około 10 minut opóźnienia, po czym wraz z feldmarszałkiem wchodzą na salę.
Keitel, nie będąc pewny, czy Hitler poznał Stauffenberga, przedstawia go, po czym zajmują miejsca przy stole konferencyjnym. Stauffenberg stawia pod stołem teczkę, po czym pod pretekstem odbycia bardzo pilnej rozmowy telefonicznej ponownie wychodzi z sali. W hallu zrywa się z krzesła porucznik Haften. Wychodzą razem. Jest godzina 12.42, gdy potężna eksplozja wstrząsa lasem. Oddlający się oficerowie widzą rozpadający się barak. Siła wybuchu była wielka. Wszyscy obecni lub przynajmniej większość z nich musiała zginąć.
Wolfsshanze zostaje objęta alarmem. Przy bramie południowej prowadzącej w stronę lotniska samochód pułkownika zostaje zatrzymany. Stauffenberg wyjaśnia, że na polecenie Hitlera udaje się z pilną misją do Berlina. Dowódca wartowni jednak waha się i wówczas pułkownik prosi o połączenie z dowódcą ochrony kwatery, któremu wyjaśnia, jakie ma kłopoty na wartowni. Rozkaz brzmi: wypuścić! Powoli unosi się szlaban. Skupiona twarz pułkownika rozluźnia się. Ostatnia przeszkoda pokonana. Po kilku minutach Mercedes wtacza się na płytę lotniska. Stauffenberg wydaje polecenie pilotowi: natychmiast do Berlina!
Na jedną ze stacyjek w pobliżu Wolfschanze podjeżdżają samochody SS, a wojsko otacza stację. Do pokoju dyżurnego ruchu wchodzi kilku oficerów SS polecając natychmiast zatrzymać pociąg specjalny. Po kilku minutach pociąg raptownie hamuje na stacji. Do dowódcy konwoju podchodzi jeden z oficerów informując, że w pobliżu jest radziecki nalot i ze względu na bezpieczeństwo przewożonej osoby trzeba go przeczekać. Eksplozja, choć na pozór potężna, nie wyrządziła jednak wielkich szkód, jak sądził z daleka Stauffenberg.
Otwarte okna drewnianego baraku, oderwana część dachu i część wyrwanej podłogi spowodowały rozładowanie ciśnienia, jakie wyzwoliło się po eksplozji, tak że w efekcie zginęły cztery siedzące najbliżej osoby. Kilkanaście osób było rannych.
Hitlera zasłoniła masywna podpora stołu, o która Stauffenberg oparł swoją teczkę, oraz gruby blat stołu, nad którym stał pochylony. Był ranny. Zwisała kontuzjowana prawa ręka, z rozbitej głowy sączyła się krew, miał uszkodzone bębenki uszne, przeszło dwie godziny nie słyszał. Teraz poddawano go intensywnym zabiegom lekarskim, by Mussolini ujrzał go w jak najlepszej formie.
W około cztery godziny po eksplozji Hitler witał Mussoliniego na stacyjce kwatery głównej. Przy powitaniu podał Duce lewą rękę. Mussolini był przerażony wypadkami, jakie miały tu miejsce. Hitler spokojny i opanowany zaprowadził Włocha na miejsce zamachu. Rumowisko jakie zostało po baraku mogło tylko spowodować zdziwienie, jak ktokolwiek mógł z jego wnętrza wyjść cało. Tu jednak nerwy Hitlera zawodzą. „Moje dzisiejsze ocalenie, cudowne ocalenie, jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że przeznaczeniem moim jest doprowadzić naszą wspólną, wielką sprawę do szczęśliwego końca”.
Od pierwszej chwili po eksplozji prowadzone jest intensywne śledztwo. Początkowo podejrzenie pada na grupę robotników z Organizacji Todt, którzy pracowali w odległo`sci około 100 metrów od miejsca narady. Jednakże nadzorujący ich esesmani kategorycznie wykluczyli taką możliwość. Dopiero drobiazgowe zestawienie poszczególnych faktów po kilku godzinach jednoznacznie wskazało na Stauffenberga.
Jednym z warunków powodzenia spisku, a przede wszystkim powodzenia puczu było zablokowanie węzła łączności i odcięcie kwatery od jakichkolwiek kontaktów z zewnątrz. Czynności tej miał dokonać szef łączności, gen Fellgiebel. Ten jednak stwierdziwszy, że Hitler żyje nie wykonał blokady. To zaważyło na przyszłych niepowodzeniach. W kilka godzin po zdarzeniu zostaje ogłoszony komunikat o nieudanym zamachu i próbie przewrotu. „Hitler żyje i podjął już dalszą pracę. Przemówi do narodu w późnych godzinach wieczornych”.
Tymczasem samolot z pułkownikiem Stauffenbergiem zbliżał się do Berlina... (c.d.n)

Andrzej Małecki Iradosław Małecki

Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

Wilcza jama cz. 5 – Spiskowcy.

Już w momencie dojścia Hitlera do władzy istniała opozycja przeciw szybko postępującej faszyzacji kraju. Hitler zdawał sobie sprawę, że największym i bezkompromisowym wrogiem faszyzmu jest Komunistyczna Partia Niemiec (KPD) i w pierwszym rzędzie przeciwko niej skierowano ostrze uderzenia. W nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku aresztowano około 10 tysięcy aktywistów partyjnych rozbijając 17 spośród 22 krajowych kierownictw KPD. Ponadto część działaczy zagrożonych aresztowaniem musiała udać się na emigrację. Osłabiło to znacznie siłę i zdolność organizacyjną KPD, która przeszła całkowicie do podziemia. Również socjaldemokraci (SPD) pozostawali w opozycji wobec hitleryzmu. Nie angażowali się jednak w poważniejsze akcje.
            Opozycja kolportowała wydawnictwa i prasę demaskujące istotę faszyzmu i hitleryzmu. Z tej działalności zasłynęła monachijska organizacja „Biała Róża”.  W ministerstwie lotnictwa działała do połowy 1942 roku organizacja nazwana przez gestapo „Czerwona Kapela”, która dostarczała ZSRR ważnych materiałów dotyczących lotnictwa.
            Swego rodzaju opozycję uprawiano także w kręgach arystokracji, bogatych właścicieli ziemskich i przemysłowców. Takim przykładem może być spiskująca pod kierownictwem  hr von Moltke grupa jego przyjaciół spotykająca się co pewien czas w jednym z jego majątków na Śląsku. Działalność tych ludzi ograniczała się do spotkań, na których wymieniano opinie na temat przyszłego ustroju Niemiec i nowej moralności społecznej.
            Istniała również opozycja w kręgach Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych (OKH), która zaktywizowała się, gdy Hitler ujawnił plan napaści na Polskę. Spowodowana była tym, że część generałów uważająca Francję i Wielką Brytanię za mocarstwa nie tylko z tradycyjnej nazwy, wobec gwarancji udzielonych Polsce przez te kraje, bała się wojny na dwa fronty.
            Dopiero jednak klęska Niemiec na wszystkich frontach i wojska sprzymierzonych stojące u wrót hitlerowskich Niemiec, stwarzały szansę uzyskania poparcia dla próby przewrotu.
            Spiskowcy nie byli jednak ludźmi, którzy dysponowali realną siłą militarną. Ponadto brakowało sprecyzowanego planu działania, nie mówiąc o znacznej rozbieżności poglądów na polityczny kształt przyszłych Niemiec.
            Generalskiej grupie  przewodzili: Carl Goerdeler, były nadburmistrz Lipska, dymisjonowany gen. Płk Ludwik Beck, gen. Hans Oster z Abwehry, jeden z najbliższych współpracowników adm. Canarisa, oraz gen. Hemring von Trescow.
            Ludzie ci w większości reprezentowali pogląd, że Hitlera należy „odsunąć”. Znacznie bardziej radykalne poglądy reprezentowała grupa młodych oficerów z płk. Hr. Von Stauffenbergiem.
            Spiskowcy sądzili, że uda im się na swoją stronę przeciągnąć generałów dowodzących na wschodnich bądź zachodnich frontach i gdy rozmowy na ten temat nie powiodły się zrozumiano, że możliwość taka może zaistnieć dopiero wówczas, gdy Hitler nie będzie żył.
            Spiskowcy oczywiście nie liczyli na wygranie wojny. Jednakże znaczna ich część wierzyła, że Alianci wyrażą zgodę na powrót Niemiec w granice jeżeli nie z 1939 roku, to przynajmniej do stanu z roku 1937.
            Oczywiście, aby jakiekolwiek rozmowy mogły być prowadzone, musiał powstać nowy rząd składający się z osób nie skompromitowanych współpracą z Hitlerem, a jednocześnie musiał posiadać realną siłę wojskową, by stać się partnerem mogącym proponować jakieś warunki.
            W tym celu dowództwo armii zapasowej z gen. Olbrichtem i szefem sztabu płk. Stauffenbergiem na czele opracowało plan operacji pod kryptonimem „Walkiria” opartym o jednostki Wehrmachtu będące w dyspozycji dowództwa wojsk zapasowych a rozlokowane w okolicach Berlina. Pretekstem do opracowaniu planu stała się możliwość buntu dziesiątków tysięcy robotników przymusowych – obcokrajowców zatrudnionych w Berlinie i najbliższej okolicy.
             W momencie śmierci Hitlera miały one otrzymać rozkaz stłumienia „puczu SS”. W Berlinie, jak i wszystkich ważniejszych ośrodkach władzy miano dokonać aresztowania wyższych funkcjonariuszy SS, gestapo i SD, a władzę na mocy ustawy o stanie wyjątkowym przejąć miało wojsko. W celu odizolowania kwatery głównej szef łączności gen. Fellgiebel miał dokonać uszkodzenia węzła łączności, co uniemożliwiłoby kontakt kwatery ze światem.
            Konkretnych prób zamachu podejmowano już kilka. 13 marca 1943 roku w czasie pobytu Hitlera w Smoleńsku w sztabie grupy armii „Środek” gen. Von Trescow wraz z płk. Schlabrendorffem umieszczają na pokładzie samolotu bombę opakowaną w kształt butelek koniaku. Jeden z oficerów towarzyszących Hitlerowi obiecuje dostarczyć tą przesyłkę jako upominek dla jednego z generałów. Z niewiadomych przyczyn bomba nie wybucha lecz Schlabrendorffowi udaje się odzyskać przesyłkę zanim trafiła do rąk adresata.
            Stałe pogarszanie się sytuacji militarnej ponaglało spiskowców. Ponadto otrzymano informację, że gestapo znajduje się na tropie spisku. Cały ciężar wykonania zamachu przyjął na siebie płk. Stauffenberg. Ten młody, liczący zaledwie 37 lat oficer piastował już wojskowe stanowisko szefa sztabu wojsk zapasowych. Odznaczony rycerskim żelaznym krzyżem, znany z konsekwencji i odwagi, był doskonałym kandydatem na zamachowca. Znany ochronie kwatery głównej, gdzie bywał częstym gościem, miał szansę uniknięcia kontroli i przewiezienia do wnętrza ładunku wybuchowego. Dokonał zresztą tego już dwukrotnie.
            11 lipca 1944 roku uczestniczył z bombą w teczce w naradzie w Berchtesgaden, lecz brak Himmlera i Goeringa odwiódł go od realizacji zamierzenia. W cztery dni później 15 lipca w Gierłoży ponownie ma bombę w teczce, lecz niespodziewane skrócenie narady przez Hitlera uniemożliwia akcję. Następnie zostaje ponownie wezwany do Gierłoża na dzień 20 lipca, gdzie referować ma na temat przerzucenia wojsk zapasowych z rzeszy na front wschodni. Tym razem jest zdecydowany dokonać zamachu bez względu na to, czy Himmler i Goering będą obecni. Tak więc ostateczna decyzja została podjęta.  (c.d.n.)

Andrzej Małecki i Radosław Małecki

Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

Wilcza jama cz. 4 – Życie codzienne

Po sprowadzeniu się Hitlera do Gierłoży, wg Speera 28 lipca 1941 roku, a wedle innych w końcu czerwca, również inne ważniejsze osobistości ulokowały się w pobliżu. W miejscowości Przystań, 6 km na południowy zachód od Węgorzewa w potężnym kompleksie bunkrów zlokalizowano siedzibę dowództwa wojsk lądowych (OKH). W Pozezdrzu między Węgorzewem a Giżyckiem, nieco mniejszy kompleks bunkrów wzniesiono dla Himlera. Na terenie Puszczy Piskiej zbudowano zespół bunkrów dowództwa lotnictwa z Goeringiem na czele, który nie potrafiąc wyrzec się wygód, kazał wznieść kilka willi między bunkrami. Ponadto na terenie Puszczy Myśliwskiej posiadał pałacyk myśliwski. W Sztynorcie, w pięknym pałacu rodziny Lehndorffów miał swoją rezydencję Joahim von Ribbentrop – minister spraw zagranicznych Rzeszy.  W kilku willach w Mikołajkach znajdowała się placówka Abwehry zajmująca się wywiadem przeciwko ZSRR, a w pruskiej twierdzy w Giżycku – wydział Abwehry „Obce Armie Wschód” kierowany przez pułkownika Gehlena, powojennego szefa wywiadu RFN.
            24 czerwca 1941 roku zapadła decyzja przeniesienia kwatery głównej z Berlina do Wolfsshanze i już w dwa dni później, o świcie przybywa do Gierłoży rzut połowy naczelnego dowództwa.
            Dzień powszedni Hitlera i jego najbliższego otoczenia był na ogół monotonny.
Fuhrer wstawał późno. Śniadanie jadał najczęściej samotnie, po czym następowało największe wydarzenie dnia – południowa narada. Składano meldunki o sytuacjach na poszczególnych odcinkach frontów, a Hitler podejmował decyzje bez jakichkolwiek konsultacji czy uzgodnień z obecnymi przedstawicielami OKW i OKH. W naradzie uczestniczyli ponadto przedstawiciele szefów sztabów lotnictwa i marynarki wojennej akredytowani przy kwaterze głównej, przedstawiciel Himmlera, Ribbentropa, czasami Goering, a rzadziej Himmler i Speer. Czas trwania narady był różny i wynosił przeciętnie od jednej do trzech godzin. Po konferencji południowej, pomiędzy godziną 14 a 17 jadano obiad w dość licznym gronie, na który Hitler zapraszał czasem kogoś z uczestników narady, lub przebywających w kwaterze ważniejszych gości. Po obiedzie Hitler spacerował w najbliższym otoczeniu swojego bunkra z ulubionym owczarkiem alzackim – suką Blondi, podarowaną mu przez Bormana po klęsce stlingradzkiej. Często około godziny 18 rozpoczynały się rozmowy i narady z wojskowymi , ministrami, przedstawicielami przemysłu lub też rozmowy prywatne z Himmlerem, Bormanem, Goebelsem czy Speerem.
            Kolację podawano między godziną 20 a północą, po czym dalej trwały rozmowy. Następnie w towarzystwie sekretarek, dr Morella lub któregoś z adiutantów pito herbatę i dzień kończył się około godziny 4 nad ranem. W początkowym okresie po kolacji słuchano muzyki z płyt – utworów Bethovena, Wagnera, czy Wolfa, ale po klęsce stalingradzkiej zaniechano i tego. Niemal codziennie oglądano także filmy fabularne, także angielskie i amerykańskie, zakazane w Niemczech. Stopniowo jednak i to zlikwidowano, pozostawiając jedynie kroniki filmowe.
            Dalsze ograniczenia wprowadzono po zamachu. Hitler przeniósł się do ciężkiego bunkra prawie nie wychodząc na zewnątrz i jakby odgradzając się betonowymi ścianami od rzeczywistości. W czasie nocnych herbat pod żadnym pozorem nie wolno było mówić o wojnie, czy sprawach z nią związanych. Hitler wygłaszał wówczas tyrady o latach młodzieńczych w Wiedniu, o kulturze i sztuce, o zamiarach przebudowy miast niemieckich, projektowanych galeriach sztuki itp.
            Odseparowanie Hitlera od świata w betonowych kolosach było rzekomo koniecznością wojenną. Ale chodziło przecież o coś innego. Żył on tu w swoim prywatnym świecie, z którego wyłączono przykre fakty, jak bombardowanie miast niemieckich – nie chciał odwiedzić żadnego ze zniszczonych osiedli, nie czytał meldunków, które nie zgadzały się z wyimaginowanym obrazem jaki sobie stworzył. Bormann starannie selekcjonował wiadomości, jakie trafiały na biurko Fuhrera.
            Dominującym wrażeniem w życiu kwatery głównej w latach 1942 – 1944 była monotonia przerywana jedynie atakami wściekłości Hitlera wymierzonymi przeciwko generałom, czy też niespodziewanymi wydarzeniami i wizytami gości zagranicznych. Bywał tu kilkukrotnie Mussolini, marszałek Antonescu, który bo zobaczeniu kwatery nazwał ją „syntetycznymi górami”. Był szef włoskiej dyplomacji hr. Ciano i prezydent Słowacji dr Tiso oraz książę presławki Cyryl, członek bułgarskiej Rady Regencyjnej po śmierci cara Borysa III. Bywali przedstawicieli sztabów Węgier, Finlandii i Japonii. W grudniu 1942 roku miała tu miejsce konferencja w sprawie Afryki północnej z udziałem Himmlera, Goeringa, Ribbentropa, Ciano i Lavala.
            Miały tu również miejsce niespodziewane wypadki, które wstrząsnęły „dworem” Hitlera. 8 lutego 1942 roku startujący z lotniska kwatery „Heinkel 111” uległ wypadkowi, w wyniku którego zginęła załoga samolotu i znajdujący się na pokładzie założyciel i kierownik organizacji noszącej jego imię dr Fritz Todt. Na polecenie Hitlera przeprowadzono śledztwo. Przyjęto wersję, że samolot kurierski wyposażony był w instalację samoniszczącą, której dźwignia znajdowała się pomiędzy siedzeniami pilota i pasażera. Ktoś musiał tą dźwignię niechcący uruchomić i to było przyczyną wypadku.  Drugim wydarzeniem o skali niemal światowej był zamach na Hitlera dokonany 29 lipca 1944 roku. (c.d.n.)

Andrzej Małecki i Radosław Małecki


Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

Wilcza jama cz. 3 – Ściśle tajne!

Już w promieniu 8-10 km dookoła gierłoskiego lasu rozpoczynał się pierścień pierwszych zabezpieczeń. W okolicznych miastach: Giżycku, Węgorzewie, Kętrzynie znacznie rozbudowane placówki Gestapo i SD sprawowały nadzór nad mieszkańcami okolicznych miejscowości, szczególnym zainteresowaniem „darząc” osoby przyjezdne. Z terenu przyległego do lasu wysiedlono osoby, które nie cieszyły się najlepszą opinią u organów bezpieczeństwa. Nadzór sprawowano jak najdyskretniej, tak, że znaczna większość mieszkańców nie miała pojęcia o tym, że jest dokładnie obserwowana. Ponadto przy ważniejszych trasach dojazdowych znajdowały się bunkry, które zapewniały kontrolę nad drogami. W pierścieniu odległym o 5-6 km od lasu odczuwało się już obecność obiektu wojskowego. W odległości 2,5 km od Kętrzyna (a 6 km od Gierłoży) – Karolewie znajdowała się szkoła podoficerska SS oraz zespół magazynów wojskowych, a w odległości 5 km od kwatery główne lotnisko. Często pojawiały się tu lotne patrole żandarmerii polowej, która dokonywała kontroli dokumentów osób przebywających w tej strefie.
W odległości 2 km od lasu stały tablice ostrzegające o tym, że teren znajduje się pod wojskową kontrolą.
            Życie cywilne toczyło się jednak na pozór normalnie, a pola uprawne dochodziły aż po sam skraj lasu. Centrlana część kwatery otoczona została zaporą z drutu kolczastego i polem minowym o długości ponad 10 km a zamykała obszar ok. 2,5 km2. Składała się z różnego rodzaju przeszkód: na zewnątrz płot z siatki ogrodzeniowej, który miał zabezpieczać przed przenikaniem dzikich zwierząt w głąb pola minowego. Na płocie tym zawieszono miny sygnalizacyjne. Następnie znajdowała się zapora z drutu kolczastego o wysokości ok. 2 m i szerokości 1-1,5 m i za nią właściwe pole minowe o szerokości 150 – 180 m. Od wewnątrz pole minowe zagrodzono potrójnym zasiekiem typu walec Bruna, który miał zabezpieczać mieszkańców kwatery przed przypadkowym wejściem na pole minowe. Na skraju lasu stały wieże obserwacyjne ze stanowiskami karabinów maszynowych i reflektorami.
            Do centrum kwatery prowadziły trzy bramy wjazdowe. Zachodnia z kierunku Kętrzyna, wschodnia od Węgorzewa oraz brama południowa łącząca kwaterę z lotniskiem. Każdy przyjezdny bez względu na stopień i stanowisko poddawany był dokładnej kontroli dokumentów i osobistej, po czym poprzez system wewnętrznych wart przekazywano go do sektora przeznaczenia. Najczęściej było to tzw. „miasteczko dla gości”. Tu lokowano prawie wszystkich przyjezdnych i dopiero gdy dana osoba była potrzebna przewożono ją na salę narad, czy do pomieszczeń sztabu. System ten powodował, że liczni goście kwatery nie zdawali sobie sprawy z tego, że znajdują się w kwaterze Hitlera. Obowiązywała zasada, że nie wierzono nawet najbardziej zaufanym. Żołnierze ochrony kwatery pełnili służbę zawsze w tych samych sektorach, nie mając dostępu do innych stref.  Kontrolę osób przyjeżdżających z zewnątrz, nadzór nad ruchem wewnątrz obiektu, oraz zabezpieczenie najbliższego otoczenia Hitlera pełniła grupa najbardziej zaufanych SS-manów pod dowództwem Rattenhubera, a placówka SD prowadziła badania lojalności straży przez zakładanie na stanowiskach wartowniczych aparatury podsłuchowej, co ujawniło się przy demontażu pozostałych po wysadzeniu urządzeń. Wszystkie te środki ostrożności miały na celu zapewnienie całkowitego bezpieczeństwa Hitlerowi i jego najbliższemu otoczeniu.
            Również koniecznością pierwszorzędnej wagi było tak dokładne zamaskowanie wzniesionych obiektów, by jakiś przypadkowy przelot nieprzyjacielskich samolotów, czy zdjęcia lotnicze nie mogły ujawnić istniejącej tu zabudowy. W tym celu dach wszystkich obiektów zbudowano w ten sposób, że ich brzeg był o 30-40 cm wyższy od reszty, a powstałe w ten sposób zagłębienie wypełniano ziemią, siano trawę, sadzono krzewy, a ewentualne jeszcze braki uzupełniano sztucznymi drzewami. Od krawędzi dachów zaopatrzonych w specjalne uchwyty rozpinano do odległych o 15-20 m drzew siatkę maskującą, a boczne ściany obiektów malowano na kolory ochronne. Maskowania wykonywano z cienkiej siatki metalowej, do której przymocowywano płaty sztucznego tworzywa imitującego las liściasty i iglasty. Do dziś zachowały się jedynie niewielkie fragmenty tej siatki. Ponieważ kwatera sama w sobie nie miała charakteru twierdzy, nie była więc przystosowana do obrony. Pola minowe i systemy wart miały chronić jej mieszkańców od akcji sabotażowych, czy dywersyjnych, a potężne stropy i maskowanie zapewnić bezpieczeństwo na wypadek ataku lotniczego. Kwatera posiadała silną obronę przeciwlotniczą umieszczoną na kulmnacjach terenowych w najbliższej okolicy, jak i na dachach niektórych bunkrów.  W roku 1943 wzniesiono w dzisiejszej miejscowości Biedaszki stację radarową.
            Fakt ogłoszenia budowy w gierłoskim lesie fabryki chemicznej nie wystarczał do całkowitego odwrócenia uwagi od tego obiektu i dlatego zastosowano jeszcze inne dezorientujące posunięcia. Do lata 1942 roku linia kolejowa przebiegała środkiem kwatery, a łącząc Kętrzyn z Węgorzewem dostępna była dla ruchu cywilnego. Kąpielisko na zachodnim skraju lasu nadal było dostępne dla mieszkańców miasta, położony od wschodu cmentarz pomimo, że znalazł się wewnątrz pola minowego nadal służył ludności pobliskich wsi. Wszystko to miało świadczyć, że nie znajduje się tu nic ważnego, skoro zezwala się na wejście w głąb lasu osobom cywilnym.
            Zabiegi te okazały się skuteczne, skoro do końca wojny kwatery nie zlokalizowano i nigdy obiektu nie bombardowano. Istnieją wprawdzie przesłanki, że wywiad rosyjski miał jakieś podejrzenia co do lokalizacji kwatery i w 1944 roku zrzucono grupę zwiadowców około 30 km od Gierłoży, jednakże oddział został zlokalizowany przez radionamiar i zlikwidowany. Jest również wersja o posiadaniu pewnych danych na temat lokalizacji kwatery przez wywiad Armii Krajowej, ale sprawa nie została nigdy ostatecznie wyjaśniona. (c.d.n.)

Andrzej Małecki i Radosław Małecki
Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

niedziela, 10 kwietnia 2011

Wilcza jama cz. 2 – Budowa

W pewną pogodną niedzielę września 1940 roku wielu mieszkańców Rastenburga wybrało się na spacer do miejskiego lasu. Ze zdumieniem stwierdzono, że teren jest niedostępny, a przejść strzeże wojsko. W mieście masowo pojawiły się mundury Organizacji Todt, a w pobliżu cukrowni i stacji kolejowej wyrosło miasteczko baraków.
            Organizacja Todt była chlubą hitlerowskich Niemiec.  Uchodziła za wzór doskonałości organizacji pracy i jakości wykonywanych budowli. Początkowo zajmowała się budową dróg i mostów, ale w miarę militaryzacji kraju coraz częściej wznoszono obiekty i umocnienia wojskowe.  Największy rozwój O.T. przypada na lata 1940 – 1942, do momentu zagadkowej śmierci Fritza Todta na lotnisku kwatery głównej pod Kętrzynem. Podporządkowana później ministerstwu przemysłu i uzbrojenia kierowanemu przez Alberta Speera, istniała do końca III Rzeszy.
            Na terenie Gierłoży O.T. współpracowała z prywatnymi firmami budowlanymi: Wayss i Freytag, Klaus Ackermann, czy Walter Kaiser. Oczywiście nie było możliwe utrzymanie w tajemnicy tak dużego przedsięwzięcia budowlanego. Dla stworzenia więc właściwego parawanu oficjalnym szyldem budowy, była budowa „Chemische Werke Askania” – czyli Zakłady Chemiczne „Askania”.
            Codziennie specjalny pociąg dowoził robotników na teren budowy, gdzie podzieleni na grupy robocze odchodzili do wyznaczonych sektorów. Ściśle przestrzegano tego podziału, co gwarantowało, że robotnik miał pojęcie jedynie o terenie, na którym pracował. W przypadku budowy „Wolfschanze” (Wilczy szaniec – tak brzmiała oficjalna nazwa kwatery) nie zatrudniano tu robotników przymusowych, a jedynie pracowników Organizacji Todt i firm  podwykonawczych. Robotnicy rekrutowali się z całego terytorium Niemiec, a nawet z terenów Polski, włączonych w 1939 roku do Rzeszy (tereny dzisiejszych oklic Poznania, Łodzi, Gdańska i Bydgoszczy). Po wojnie na terenia Polski mieszkali byli pracownicy tej budowy, a dziś ich potomkowie.
            Praca trwała po 10 godzin dziennie, a przy sprzyjających warunkach atmosferycznych nawet po 12 godzin na dobę. Na terenia lasu wznoszono obiekty lekkie w znacznej mierze służące jako pomieszczenia biurowe, stołówki i hotele oficerskie, średnie o ścianach i stropach dochodzących do 1 metrz grubości ze zbrojonego stalą betonu – mieszczące pomieszczenia techniczne, oraz bunkry ciężkie o ścianach grubości 4-5 metrów i stropach w granicach 6-8 metrów. Zbudowane ze zbrojonego stalą betonu składały się z dwóch części przedzielonych amortyzacyjną warstwą luźno wsypanego bazaltowego kruszywa. Pełniły one funkcje schronów przeciwlotniczych, służyły poszczególnym dostojnikom, lub kryły w sobie najważniejsze urządzenia techniczne. Na terenie lasu znajdowało się także ponad 100 drewnianych baraków spełniających różne funkcje pomocnicze.
            Jednym z najważniejszych problemów budowy był transport olbrzymich ilo`sci materiałów budowlanych sprowadzanych spoza Prus Wschodnich.  Trzeba było dowieź`c wielkie ilości cementu, stali zbrojeniowej i innych elementów konstrukcji stalowych, a także kruszywa bazaltowego. Niemal cały dowóz materiałów odbywał się istniejącą linią kolejową. Dla usprawnienia przeładunku wzdłuż torów pobudowano betonowe rampy, na które rozładowywano materiały.  Na plac budowy rozwoziły je kolejki wąskotorowe. Dla całej budowy znajdowało się tylko jedno stanowisko produkcji betonu, skąd systemem rur tłoczono betonową masę. Place budowy, po wycięciu drzew nakrywano siatkami maskującymi, a deski szalunków malowano na kolor ochronny. Ponad wybudowanymi drogami wewnętrznymi, jak i nad bocznicą kolejową dla pociągów specjalnych, rozwieszono siatki maskujące, pomimo, że znajdujące się na okolicznych lotniskach samoloty zapewniały całkowitą ochronę tego obszaru z powietrza.
            Kwatera posiadała na swoim terenie wszystkie własne i niezależne urządzenia techniczne. Kotłownie centralnego ogrzewania opalane węglem i koksem, zapewniały ogrzewanie obiektów i niezbędną energię parową. Dym z kotłowni odprowadzano do urządzeń oczyszczających tak, że nie wydobywał się na zewnątrz.  Obiekt posiadał także własny system wodociągów i filtrów. Poza główną siecią istniał też awaryjny system studni głębinowych (30-60 metrów). Spalinowe agregaty napędzane ropą zapewniały stały dopływ prądu. Wszystkie obiekty, a w szczególności ciężkie posiadały system wentylacyjny działający samoczynnie lub mechanicznie.
            Najważniejszym zagadnieniem w przygotowaniu zaplecza technicznego było zapewnienie kwaterze łączności i to zarówno z centrami władzy – Berlinem i stolicami okupowanych krajów, jak i dowódcami poszczególnych frontów. W tym celu wzniesiono dwa centra łączności. Centrum łączności Wehrmachtu kierowane przez szefa służby łączności O.K.H gen. Fellgiebela, na które składał się system kilkunastu lekkich i średnich bunkrów oraz ciężkiego bunkra głównej radiostacji kwatery. Na terenie Kętrzyna znajdowała się jeszcze stacja wzmocnienia telefonicznego. Ten węzeł łączności umożliwiał kwaterze połączenie radiowe, telefoniczne i dalekopisowe z całą okupowaną Europą i dowództwami poszczególnych frontów. Pondto istniał system łączności specjalnej zbudowany na polecenie Himmlera, z którego korzystała służba bezpieczeństwa, aparat administracyjny NSDAP z Martinem Bormanem na czele, oraz specjalny kabel łączący Gierłoż z gabinetem ministra propagandy Goebbelsem w Berlinie. (c.d.n.)

Andrzej Małecki i Radosław Małecki

Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/

Wilcza jama cz. 1 – Las miejski Gorlitz

Wiele już napisano na temat byłej wojennej kwatery Hitlera w Gierłoży k. Kętrzyna. Część tych publikacji utrzymana w konwencji ”sensacji XX w.”  Przypisywała temu miejscu niemal wszystkie nie wyjaśnione tajemnice II wojny światowej. Od przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zaczęły pojawiać się publikacje traktujące o tematyce w sposób rzeczowy. Przetrwały jednak do dziś legendy. Celem serii, którą rozpoczyna ten artykuł, jest zapoznanie czytelnika ze stwierdzonymi już faktami lub hipotezami posiadającymi jednak realne rzeczowe podstawy.
Wzniesiony na mazurskiej ziemi zespół betonowych kolosów stanowi dziś jedną z atrakcji turystycznych regionu. Nie zawsze tak było. W pierwszych powojennych latach każdy krok groził śmiercią. Codziennym saperskim trudem las przywrócono ludziom. Zaorano i zasiano pola, zagospodarowano tereny leśne. W ciągu lata przemierza ścieżki wielotysięczna rzesza turystów, często ciekawa historii tego miejsca lub wręcz żądna sensacji.
Gdy 8 listopada 1923 r. Ulicami Monachium maszerowały hitlerowskie bojówki nikt nie sądził, że krocząca na czele pochodu szczupła postać wymachująca nerwowo rewolwerem podpali świat. Wtedy wystarczyła jedna salwa policji, by dwutysięczny tłum popleczników Hitlera rzucił się do ucieczki. W szesnaście lat później trzeba było aż długotrwałych krwawych zmagań, by ugasić wzniecony przez faszyzm pożar.
Matactwa ministra sprawiedliwości w krajowym rządzie bawarskim spowodowały, że Hitler otrzymał najniższy wyrok, jaki mógł otrzymać za zdradę stanu – pięć lat więzienia, z czego przebywał w więzieniu jedynie rok.  Odbywa wyrok w więzieniu w Landsberg w celi odpowiednio dla niego przygotowanej, niemal w komfortowych warunkach .Tu też dyktuje swojemu sekretarzowi Rudolfowi Hessowi „Mein Kampf” – dzieło, które stało się szczególnie w pierwszym okresie faszyzmu głównym jego drogowskazem. Znajdujemy tu znamienny fragment, już wówczas dość dokładnie prezentujący główny kierunek podbojów. Czytamy: „Do najważniejszych zadań należy zdobycie przestrzeni życiowej na Rosji i podległych jej państwach kresowych”. Wynika z tego jasno, że chodzi tu o Czechosłowację, Polskę i państwa nadbałtyckie, które pomimo, że nie podlegały Związkowi Radzieckiemu, znajdowały się jednak w orbicie jego zainteresowań. Miało to doprowadzić do oskrzydlenia z zachodu Związku Radzieckiego tworząc dogodne pozycje wyjściowe. Etapy pośrednie w dążeniu do tego celu były aż nadto widoczne. W pierwszej kolejności zrealizowano zasadę „ein Volk, ein Reich, ein Fuhrer” – jeden naród, jedna rzesza, jeden wódz – dokonując 12 marca 1938 r. Przyłączenia Austrii.
Kolejnym etapem było przeprowadzenie traktatu monachijskiego, pozbawiającego Czechosłowację Sudetów przy pełnej akceptacji mocarstw zachodnich Francji i Anglii. W pięć i pół miesiąca po zaborze Sudetów do Pragi wkroczyły wojska hitlerowskie. Powstanie Wielkiej Rzeszy Niemieckiej składającej się z terytorium Niemiec właściwych, Austrii, czeskich Sudetów oraz Protektoratu Czech i Moraw odbyło się bezkrwawo. Wciągnięcie zaś w orbitę polityki III Rzeszy Finlandii, Bułgarii i Węgier spowodowało niemal całkowite oskrzydlenie ZSRR od zachodu. Pozostała jeszcze Polska...
Gdy 1 września 1939 roku na teren Polski wdarły się doborowe dywizje Wehrmachtu, Hitler sądził, że jest to ostatni etap przed rozprawą ze Związkiem Radzieckim.
Rozpoczęcie kampanii wojennej we Francji nie przerwało przygotowywania baz wypadowych na wschodnich rubieżach Niemiec. Wczesną wiosną 1940  roku grupy ekspertów ze sztabu generalnego wojsk lądowych poszukiwały odpowiedniego miejsca na zlokalizowanie kwatery Hitlera i naczelnego dowództwa. Brano pod uwagę okolice Sanoka i kilka rejonów na terenie Prus Wschodnich: okolice Giżycka i wzgórza Stablaku  koło Górowa Iławeckiego. Ostateczny jednak wybór padł na kompleks leśny położony w odległości 9 km. od Kętrzyna (d. Rastenburg), popularnie wówczas zwany lasem miejskim Gorlitz, a pełniący funkcje miejskich terenów wypoczynkowych wraz ze znajdującym się tu „kurhausem”.
Ten niepozorny lasek posiadał wyjątkowo dogodne położenie. Znajdował się pomiędzy dwoma rejonami umocnionymi – Lidzbarkiem warmińskim i Giżyckiem, skąd pozycje obronne przechodziły w „pozycję leśną” w kierunku południowym w stronę Pisza i szczytna oraz na północ w kierunku Wystruci.
Teren położony na zachód od linii Wielkich jezior Mazurskich znalazł się za potężnym pasem przeszkód naturalnych uzupełnionym systemem fortyfikacji. W oparciu o doświadczenie I Wojny Światowej Hitler uważał ją za nie do zdobycia. Na miejscu znajdowała się linia kolejowa łącząca Kętrzyn z Węgorzewem przechodząca niemal środkiem wybranego terenu. Nie posiadała większego znaczenia gospodarczego, a zatem bez zwracania uwagi mogła być wykorzystana dla potrzeb kwatery. Brak większych skupisk ludności ułatwiał utrzymanie w tajemnicy przeznaczenia obiektu. Mieszany las umożliwiał całoroczne używanie siatek maskujących. Decyzja wyboru tego miejsca została ostatecznie zaakceptowana przez Hitlera, o co usilnie zabiegał Erich Koch – gauleiter Prus Wschodnich. (c.d.n.)

Andrzej Małecki i Radosław Małecki

Zapraszam także do czytania moich felietonów na: http://www.motozagadka.blogspot.com/